Pławimy się w luksusie – Złoto w wersji kosmetycznej

Lubicie złoto, błyskotki, świecidełka? Bling bling? Mam dla Was odrobinę luksusu w wersji kosmetycznej, nie za drogo, nie za obficie ale za to na bogato 🙂

InstagramCapture_11c1f382-e10f-4947-aa1f-85956821ed69

Wybrałam na dziś coś na wygładzenie, niebawem wiosna, później lato, w sieci wiele wyzwań, przygotowań a ja przygotowuje się skrobiąć licząc na to że wyskrobię idealną figurę do lata 😛 Uwielbiam peelingi, szczególnie takie po których gołym okiem widać efekty, widzę że coś dobrego dla mnie robią, a najważniejsze że inni też mogą to dostrzec. Na pierwszy rzut mój ulubieniec któremu daje 5 na 5 ! Eveline linia Slim Extreme, już nie jeden kosmetyk Eveline próbowałam, ale żaden aż tak mnie nie zachwycił. Slim Extreme 4 D, luksusowy peeling z 24-karatowym złotem, kofeiną i guaraną. Peeling-masaż drenujący – antycellulitowy, wygładza, nawilża, napina i ujędrnia. Brzmi całkiem nieźle ale jak z efektami? Stosowałam kosmetyk praktycznie co dzień przy każdej kąpieli, głównie szorując brzuch, mając nadzieje że uda mi się „zniknąć” znienawidzone przez mnie rozstępy. Oczywiście nie zapominałam też o pośladkach i udach. Szorowałam pod prysznicem, późnej oczywiście nakładałam na siebie inne specyfiki nawilżające, ale zaraz po kąpieli już było czuć różnicę. Może nie po pierwszym zastosowaniu ale po około dwóch tygodniach rozstępy stały się jaśniejsze, i mniej wyczuwalne pod ręką. Nie tylko masaże na brzuch zadziałały ale i niższe partie ciała, ja nie zwróciłam uwagi (niestety skupiam się tylko na paskudnym brzuchu) ale mąż nie pytany sam stwierdził że moja pupa się wygładziła i ujędrniła. Posądził mnie nawet o ćwiczenia, oczywiście nie zaprzeczyłam, w sumie w ogóle się nie odezwałam bo ćwiczyć mam zamiar ale fakt faktem jeszcze nie zaczęłam. Czyżbym znalazła kosmetyk idealny? Myślę że tak! Złoto złotem, myślę że to tylko chwyt marketingowy bo cóż złoto może zrobić dobrego dla mojego ciała? bardziej na podświadomość i zaspokoić próżność, i chęć pławienia się w luksusie 😀 No ale oprócz złota peeling ma w sobie kofeinę i guaranę które skutecznie stymulują krążenie, pobudza komórki do działania, i od dawna wiemy że pomaga w walce z cellulitem. Mamy również ekstrakt z alg, bogaty w peptydy i mikroelementy która na powierzchni skóry tworzą siateczkę ochronną która zmniejsza uciekanie wody, widzimy też kwas hialuronowy w postaci BioHyaluron Complex który nawilża, i długo ten efekt utrzymuje.

WP_20160216_013

Konsystencja żelowa, pięknie błyszcząca się i mieniąca, w trakcie szorowania na skórze aż iskrzy, można poczuć się jak po sylwestrowej zabawie kiedy brokat sypie się zewsząd i osadza na ciele, ale nie martwcie się po spłukaniu wodą wszystko znika 🙂 Pelling ma niewiele grubszych ziarenek w sobie, ale czuć tarcie w trakcie masażu, jednak nie jest mocne ale wyczuwalne, nie podrażnia skóry, a delikatnie masuje. Pojemność 200ml , mi udało się zdobyć z gratisem 50ml więc 250ml w niewielkiej cenie około 16zł. Jestem z niego bardzo zadowolona, dlatego też o nim wspomina.

Kolejnym „złotym” produktem w mojej łazience jest drugi pelling VEDARA, nieco bardziej luksusowo wygląda niż poprzednik, ale aż tak mnie nie zachwyca. Dostałam go w wrześniowym ShinyBoxie, puszka 150ml cena 48zł

Złoty peeling skutecznie oczyszcza skórę, przyspiesza metabolizm i poprawia mikrokrążenie. Zawiera ekskluzywną kompozycję oleju kokosowego i migdałowego, które dogłębnie odżywiają, nawilżają i regenerują naskórek, a także tworzą warstwę ochronną zapobiegają utracie wilgoci. Luksusowy olejek karotenowy (z marchwi) dostarcza maksymalną dawkę witamin z grupy B nadając skórze piękny, delikatny koloryt. Zawarte w peelingu drobinki cukru i pestki winogron usuwają martwy naskórek. Cukier szybko rozpuszcza się pod wpływem kontaktu z wodą przez co peeling nie podrażnia naskórka. Złote drobinki dodają blasku i optycznie rozświetlają wyrównując koloryt i niedoskonałości na skórze. Preparat pozostawia odbudowaną i wzmocnioną barierę lipidową skóry. Peeling łatwo się spłukuje pozostawiając skórę piękną, nawilżoną i świeżą.

 Tyle mówi o nim Shiny Box, a teraz co ja mam do powiedzenia. Pelling w puszcze, zakręcany, ja przeważnie peelingów używam będąc w wannie, i mając mokre ręce niestety ciękżo jest odkręcić puszkę, ale z drugiej strony taka pucha ma swoje plusy bo produkt możemy zużyć w całości do ostatniego ziarenka 🙂 Konsystencja masła orzechowego z peeligującym cukrem, dość tłusty, przy podwyższonej temperaturze trochę zaczyna „pływać” ale to efekt oleju kokosowego który jest w stanie stałym, ale przy wzroście temperatury staj się płynny. Peeling ma jak dla mnie straszny mocny ostry zapach, trochę wanilii, trochę czegoś innego, ciężko mi go określić ale mi się nie podoba. Stosowałam produkt na ręce i nogi, fajnie nawilża i daje efekt natłuszczonej skóry, po wyjściu z wanny jesteśmy nawilżone i nie musimy używać balsamu, jednak jest tego minus. Po zakończeniu rytuały wanna jest w opłakanym stanie, dlatego też nie lubię go używać, bo po szorowaniu siebie, musimy szorować wannę, na obrzeżach robi się tłusto – żółta obwódka która tak łatwo zejść nie chce. Jakbym miała oceniać wszystkie za i przeciw to daje 3 na 5, taki trochę fajny trochę jednak nie, i nie wydaje mi się abym kolejny raz chciała go nabyć.

WP_20160216_011

Jak widać mamy plusy i minusy, i jeden i drugi peeling zawiera złoto, luksus pełną parą, Vedara eko, bio itp. ale Eveline slim, fit i 4d co wybrać? Ja stawiam jednak na Eveline, mniej luksusowo wygląda ale bardziej luksusowe daje efekty.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s